Wy zawsze jeździcie. Nocne manewry między słupkami

Panowie od niezbędnych malunków na jezdni (fachowo rzecz biorąc: znaków poziomych) ostatnio wyszli z przysłowiowych "bloków startowych" nazbyt wcześnie. Innymi słowy zaliczyli drobny falstart. O cóż dokładnie chodzi? Do rzeczy!

 

Ciemny, czerwcowy wieczór,  po 23.00. Białystok, róg Pułaskiego i Duboisa. Poruszam się dużym, 18-metrowym, przegubowym Solarisem (linia 16). Nic nie zwiastuje nagłych utrudnień. Na ulicach pusto i spokojnie.

Tymczasem nieoczekiwanie moim oczom ukazuje się pokaźna ekipa drogowców "zbijająca bąki" przy papierosku. Jednakże - co ważniejsze - na jezdni jest pełno słupków, a część drogi jest świeżo malowana.

Próbuję się przecisnąć na styk. Nic z tego. Zatrzymuję złamanego pod kątem giganta i wychodzę.

- Panowie, trzeba to poprzesuwać, nie da się przejechać - podnoszę słupek za słupkiem, dewastując i rozmazując przypadkiem jednym butem świeże znaki poziome. Orientuję się: - Ja p... Tu pada nieparlamentarny autokomentarz sytuacyjny.

Z odsieczą nadciąga jeden z drogowców.
  - Tylko nam nie porozmazuj.

Oczywiście jest za późno.

  - Już wszedłem. Za wcześnie was wysłali. Autobusy jeszcze jeżdżą. Ciężki sprzęt tu nie przejedzie - przestawiamy razem pachołki, brnąc w dalszą konwersację.

  - Ech... Wy zawsze jeździcie. Kiedy wy kończycie? Już jeden nam tu słupki skasował przed chwilą.

Wracam do kabiny. Podjechałem trochę, ale znowu się nie mieszczę. Drogowcy przestawiają kolejne słupki, aby zmieścił się ogon. Przeszedł.

Jadę dalej, przy okazji przypominam sobie jak na moich oczach - jakieś 6 miesięcy wcześniej - 17-stka "skosiła" w innym miejscu (Pogodna street) pięć słupków naraz pędząc "na pewniaka" przed 24.00. Były to na szczęście plastikowe pachołki (niczym do nauki jazdy), które zostały odtrącone na bok z impetem. I te zdumione spojrzenia drogowców...

Reasumując, dzień pełen nagłych zwrotów akcji. Dwa wypadki i związane z nimi utrudnienia (w jednym przypadku awaryjny przejazd na centymetry i nieco po krawężnikach; w drugim już było lżej, choć chodziło o zderzenie tira z osobówką). Trochę "sajgonu" na prowizorycznej pętli na Św. Jerzego, chętnie traktowanej przez niektórych jako parking samochodowy (sic!). Ot, dzień z życia kierowcy autobusu z kolejną dawką emocji.

Dawid Horbacz

fot. Kuba Zajkowski