Combo

Sporo mniej zorientowanych osób myśli, że praca w komunikacji miejskiej wygląda w ten sposób, że kierowca wsiada do autobusu na jakąś stałą 8-godzinną zmianę. Takiej supermarketowskiej nudy tu jednak nie ma. I to jest piękne w tej pracy.

W zależności od rozkładu, linii, zlecenia, dnia możemy tu pracować dwie, cztery godziny albo i nawet 10 godzin. I wszystko co pomiędzy.

Czas pracy rzadko kiedy jest tu też taki równiutki jak w biurze, sklepie, urzędzie czy fabryce. Pracujemy np. 7 h i 19 min. a następnego dnia 9 h i 49 min. Możemy pracować np. przez 9 z 10 kolejnych dni, a potem mieć załóżmy nawet 4 dni wolne. I niekoniecznie obejmie to weekend. Jest tu najróżniej. Możemy pracować dwa dni, by potem mieć dwa wolne, a potem przyjść na trzy kolejne... Przykłady można by w zasadzie mnożyć w nieskończoność.

System pracy jest nietypowy, co czyni to zajęcie jeszcze atrakcyjniejszym. Oczywiście kto co lubi, niemniej rutynowe tkwienie w jednym miejscu przez 8 godzin to zdecydowanie nie dla mnie. Ruch i przemieszczanie się to moim zdaniem ogromne walory tego zawodu.

Trudności niejednemu sprawiać mogą natomiast niesłychanie wczesne, barbarzyńskie wręcz, pobudki. Tutaj mieć "na rano" nie oznacza przyjść na 7.00 czy 8.00, ale nawet na 3.00 w nocy, z czego nie każdy z zewnątrz zdaje sobie sprawę.

 

Przy okazji należy też nadmienić, iż są kierowcy, którzy chadzają jedynie na południowe (bez barbarzyństwa) albo na poranne zmiany. Największa grupa jest jednak ulokowana - nazwijmy to - w systemie mieszanym, zmianowym innymi słowy.

Co ciekawe, czas biegnie tu bardzo szybko. W moim odczuciu mniej, więcej o połowę szybciej w stosunku do suchych liczb czy też wskazówek. 10 godzin na linii mija jak 5, a 6 jak 3. Z czego to wynika? Zapewne z tego, że dużo się dzieje. Z dynamiki, z ruchu. Za to na statycznej rezerwie już w ogóle tak nie jest (choć kiedy się pisze felietony jest nieco szybciej). Zatem jaki z tego wszystkiego wniosek? Krótko mówiąc: dostałbym szału siedząc na kasie w Tesco...

 

Dawid Horbacz