Chaos osobowości

Zawodowe jeżdżenie autobusem to niewątpliwie przymusowa okazja do obcowania z totalnie najróżniejszymi ludźmi. Nieraz można się zdziwić...

Co to jest ironia losu? I czym jest przewrotność wydarzeń? Oto jednej czepliwej kobiecinie przeszkadza hamowanie i dynamiczna jazda. Narzeka, że wielki automobil szarpie (a kierowca jej zdaniem się jeszcze szyderczo do niej uśmiecha). Tymczasem dosłownie za chwilę druga kobieta  - nieco starsza - fatyguje się przez cały przegubowy autobus, by podziękować za to, że się na nią zaczekało.

Tu z kolei jakaś staruszka smęci pod nosem dla towarzyszki podróży na opóźnienie (Ach, 14 po miał przecież być!). Tutaj znowuż troskliwa pasażerka zaleca szoferowi odstawienie gazowanej wody, gdyż ta podobno szkodzi na serce. Czy to prawda? Nie mam pojęcia, lecz w momencie, gdy zaczyna się ta para-medyczna dysputa (pod kabiną) przypomina mi się jak 15 minut wcześniej inna kobieta przyniosła mi czekoladę, wszak czujnie wypatrzyłem ją jak - z drugiej strony ulicy - desperacko biegnie na rzadki i niezwykle peryferyjny przystanek. Zaczekałem na skraju zatoki, otworzywszy ostatnie drzwi - "only". Cóż za niespodzianka!

Tu pasażer z bagażem - ewidentnie gustujący w różnorodnych trunkach - komentuje, iż autobus stoi za daleko od krawężnika (następnym razem proponuję zabrać ze sobą linijkę), tu grupa obcokrajowców - w bólach lingwistycznych - kupuje bilety, a raczej armię biletów. Tu znowu odległość od krawężnika przeszkadza komuś starszemu: pośpiech i nadrabianie opóźnienia.

A tymczasem dystyngowany 45-latek z aparycją angielskiego arystokraty wpadł na fanaberyjny pomysł i zażyczył sobie, aby wysadzić go tuż przy sklepie, którego szukał. Przecież przystanek to tylko znak (Pan będzie łaskaw tu się zatrzymać). Nic z tego Sir, to nie jest taksówka! Dziękuję: odpowiadać za delikwenta, który poza przystankiem nie jest ubezpieczony. Lord udał się na krótki spacer senną uliczką - niepocieszony.

No proszę, a tu z kolei z wieczora pijana babka próbuję złapać autobus niczym autostopa na mazurskiej szosie. Pardon Madame, to nie Ruciane-Nida lat siedemdziesiątych! Na pętli znowu jakiś sędziwy pasażer z długą, siwą brodą - wyglądający na rybka, któremu prąd rzeki porwał łódkę - szuka kogokolwiek, aby opowiedzieć mu pół swojego życiorysu. Niemniej jest problem z chętnymi na wakat do „przystankowego konfesjonału".

To zbitka wydarzeń jedynie z kilku, losowych dni. Może z 5-ciu czy też z 7-dmiu, choć zaiste nie pod rząd. Autobus komunikacji miejskiej to wielka, zmieniająca się galeria osobowości, swoista przekrojówka całego naszego społeczeństwa.

Transport publiczny jest tak inspirujący, że można czasem poczuć się jak reżyser zbierający materiał do filmu dokumentalnego. Autobusy to miejsca, gdzie życiorysy zgrzytają, ocierając się o siebie. Każdy pasażer to człowiek z jakąś historią.

Profesji tej towarzyszy niekiedy ogromny chaos. Czasem jednocześnie mamy do czynienia ze sprzedażą biletu, konwersacją z przybyszem z innego miasta, dużym opóźnieniem i korkiem, a tymczasem dochodzi jeszcze za chwilę wózek inwalidzki; w międzyczasie - w drodze bonusu - słyszymy gadki w radiu, a za plecami mamy gnieżdżących się 150 osób niczym rój pszczół - w klimatyzowanym albo i nie - ulu.

Bez dwóch zdań: przydaje się tu podzielność uwagi. Jest to, co ciekawe, cecha akurat z reguły lepiej rozwinięta u kobiet (statystycznie rzecz jasna, w uśrednieniu). Może dlatego widzimy ich coraz więcej za monstrualnymi kierownicami autobusów.

Tak czy inaczej czasem dzieje się tu dużo naraz. I zwykle - jakżeby inaczej - w trakcie jazdy. Od niesnasek pasażersko-kanarowych (- Kłamiesz gówniaro, to nie są Twoje dane!!!), poprzez zapominalskich obcokrajowców (- Eta, ja zgubił I phone'a w 10-tce!) i rodzimych obywateli w wieku dziecięcym (- Nie znalazł Pan tu moich słuchawek? Jechałem godzinę temu.), aż do spontanicznych objazdów naprędce konsultowanych z dyspozytorem (- Tam się przewrócił słup. Zobaczysz czy jest przejazd i najwyżej sobie cofniesz. Albo dobra, jedź starą trasą.). Notabene w tym ostatnim przypadku trzeba było się jeszcze zabawić w przewodnika wycieczki i wtajemniczyć ludzi w problematykę, bowiem nie każdy wiedział co się stało.

OK, kraniec konwersatorium... Muszę kończyć, Panie i Panowie kierowcy, wszak 19-stka wzywa. I to jeszcze ta rzeźnicka z Dojlidami Górnymi, co i rusz to. Do zobaczenia i usłyszenia na trasach.


Dawid Horbacz