Autobus, co zechciał mieć skrzydła.Autobus

Autobus, co zechciał mieć skrzydła.

 

Praca w komunikacji miejskiej jest pełna niespodzianek. A już zwłaszcza, gdy jeździ się „na skoczka" tj. gdy nie ma się na stałe przydzielonego autobusu. Co stało się tym razem?

 

Niespełna dwuletniemu, przegubowemu Mercedesowi nieoczekiwanie zachciało się być  Boeingiem 737 i... wyrosło mu skrzydło. Jak? Otóż niespodziewanie otworzyła mu się boczna, tylna, lewa klapa. W radiotelefonie usłyszałem raptem damski głos uprzedzający mnie przed tym, że coś mi się otworzyło. To kierująca autobusem za mną spieszyła z ostrzeżeniem. Sprawdziłem w lusterku: rzeczywiście. Stercząca klapa. Z boku mam jak gdyby małe skrzydło.

 

Nie byłoby powodu do obaw i większego problemu, gdyby nie fakt, że pechowa klapa jak łatwo się otworzyła, tak oczywiście równie „gładko" nie chciała się zamknąć. A rzecz działa się w godzinach szczytu na ruchliwym przystanku (Sienkiewicza/Rynek Kościuszki), jak zwykle zresztą i jakżeby inaczej. Co robić? Trzaskanie nic nie daje, a na pokładzie cały autobus ludzi, którzy bacznie przyglądają się rozwojowi sytuacji. Może to czymś przykleić. Ale czym?

 

Po radiowych konsultacjach udało się odnaleźć ukryty w kabinie „magiczny klucz", którym już bezproblemowo zamknąłem klapę, pozbywając się niechcianego skrzydła. Zadowolony wracam do środka autobusu i oznajmiam utęsknionym pasażerom, że sytuacja jest opanowana. Ale teraz pojawia się inny problem. Zatrzasnęły się drzwi od kabiny! Nie mogę wejść do środka.

 

Do cholery, dlaczego akurat teraz? Tylko nie to... Feta przerwana. Na szczęście głęboki nur ręką przez małą szybkę do przycisku otwierającego przynosi rezultat. Dosięgam guziczka z trudem i... załatwione. Ruszamy dalej. Potem okazuje się, że był inny - znacznie prostszy i bardziej cywilizowany - sposób na dostanie się do środka. Jednakże, kto by na to wpadł w popłochu i nerwach...

 

Linia 19 - i tak byłem opóźniony przez liczne korki i tłok na pokładzie. A tu jeszcze w bonusie parę minut dodatkowych doszło. Bywa. Byleby bezkolizyjnie do celu, w czym „pirackie" skrzydło by z pewnością nie pomogło w wąskich (i nie tylko) uliczkach.

 

Jak widać, praca na linii potrafi przysporzyć wielu nieprzewidywalnych emocji. A i skrzydło autobusowi może wyrosnąć jak przysłowiowy grzyb po deszczu...

 

Pozostaje życzyć wszystkim szoferom i sobie, aby w nadchodzącym 2018 roku było jak najmniej awaryjnych niespodzianek, a jeśli już się trafią, to niech wiążą się z faktycznym happy endem. Wesołych świąt.

 

Dawid Horbacz